Informacja o cookies

Zgadzam się Nasza strona zapisuje niewielkie pliki tekstowe, nazywane ciasteczkami (ang. cookies) na Twoim urządzeniu w celu lepszego dostosowania treści oraz dla celów statystycznych. Możesz wyłączyć możliwość ich zapisu, zmieniając ustawienia Twojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmiany ustawień oznacza zgodę na przechowywanie cookies w Twoim urządzeniu. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności i Klauzuli Informacyjnej.

Net neutrality - co to jest i z czym się to je

Idea net neutrality dzieli ludzi na dwie grupy: dużych dostawców internetu po jednej stronie, a pojedynczych użytkowników i małych przedsiębiorców po drugiej.


Czym jest net neutrality?

Sama koncepcja jest dosyć prosta. Twierdzi ona, że dostawcy internetu nie powinni ograniczać dostępu do żadnych stron lub usług dostępnych dla konsumentów. Ruch internetowy powinien płynąć swobodnie, niezależnie od tego, czy staramy się obejrzeć popularny filmik na YouTube czy przeczytać artykuł o lokalnym problemie na mały blogu. Internet powinien działać tak samo w każdym przypadku, skoro jego celem jest możliwie najszybszy przepływ pakietów informacji w skali globalnej.

Sposób w jaki działa większość dostawców jest prosta. Zapewniają użytkownikowi modem, który podpina on do internetu i uiszcza opłatę za dostęp do internetu przy określonej prędkości. Biorąc pod uwagę, że niektóre miejsca w np. USA mają ograniczony dostęp do oferty konkurencji (w wyżej wymienionym kraju aż 76% osób ma dostęp tylko do jednego dostawcy, bądź wręcz do żadnego), to wybierają jedyną opcję.

Net neutrality i rząd Stanów Zjednoczonych

Jako że to właśnie w USA toczy się w tym momencie największa dyskusja nad zagrożeniami dla net neutrality, użyjemy tego kraju jako przykładu. Organem regulującym internet jest w nim Federalna Komisja Łączności (FCC - Federal Communications Commission). Podczas gdy rząd może wywierać wpływ na dostawców, istotnym jest ustalenie w jakich ramach prawnych mogą to robić.

W 2011 roku, FCC wprowadziło "Open Internet Rules" - ustawę, która zawierała trzy główne punkty:

  1. Dostarczyciele internetu szerokopasmowego mają obowiązek udostępniać wszystkie informacje dotyczące ich sposobu zarządzania siecią, wyników i osiągów oraz warunków korzystania z usługi.
  2. Dostarczyciele internetu szerokopasmowego (włączając DSL, modemy kablowe i internet bezprzewodowy) nie mogą blokować żadnych zgodnych z prawem stron, aplikacji, usług czy nieszkodliwych urządzeń. Jednocześnie, operatorzy mobilni nie mają możliwości blokowania stron czy aplikacji, które konkurują z ich własnymi usługami komunikacji audio-wideo.
  3. Klauzulę "nieracjonalnej dyskryminacji", stanowiącą, że operatorzy internetu szerokopasmowego nie mogą dyskryminować legalnego ruchu przechodzącego przez sieć konsumenta. Dyskryminacja ta aplikuje się również do usług oraz stron internetowych.

Brzmi dobrze, czyż nie? Problem w tym, że w 2014 roku punkty 2 oraz 3 zostały oddalone w procesie firmy Verizon przeciwko FCC, ponieważ określenie firm do których się aplikowało nie było wystarczająco precyzyjne. W tym czasie podpadały one pod Tytuł I Telecommunications Act, gdzie figurowały jako "usługi informacyjne". W roku 2015 zostały one redefiniowane jako "operatorzy publiczni" ("common carrier") pod Tytułem II tej samej ustawy. FCC uzyskało w związku z tym pozwolenie na aplikowanie w stosunku do nich zasad związanych z "interesem publicznym", które dotyczą również np. operatorów linii telefonicznych. Dzięki temu ma ono możliwość zakazywania dowolnych praktyk, które uzna za szkodliwe.

Niestety, zasady gry mogą ponownie ulec zmienie. Obecny prezydent FCC, Ajit Pai, chce zmniejszyć zakres w jakim dostawcy internetu są regulowani. Wierzy on, że ochrona zasad net neutrality może dać autorytarnym rządom wymówkę do ograniczania swobód internetowych (chociaż, jak pokazały kraje takie jak Rosja, Turcja czy Chiny, wymówki wcale nie są do tego potrzebne, dowolnie i bez konsekwencji blokując różne serwisy, strony oraz usługi), a Tytuł II stara się regulować nieistniejący problem.

Problem jednak niezaprzeczalnie istnieje - i istniał już od około dekady. Serwis Freepress.net stworzył oś czasu pokazującą naruszenia zasad net neutrality w danym okresie. Pierwsze z nich pojawiły się już w 2005 roku.

Czy warto?

Podczas gdy regulacje mogą negatywnie wpływać na firmy i konkurencję pomiędzy nimi, zasady net neutrality ustalają zasady, które wpływają na wiele gałęzi przemysłu i pozwalają biznesom rozwijać się bez agresywnego zagradzania innym drogi do rozwoju. W sytuacji w której klienci są już w stanie zdecydować z której usługi korzystać i posiadają możliwość "głosowania stopami" poprzez przenoszenie się z jednej firmy do drugiej, czy naprawdę jest koniecznym dodawania dodatkowych ułatwień i praw dla dużych dostawców internetu?

Social WiFi